Na początku powinnam się jakoś wytłumaczyć przed Wami dlaczego tak rzadko tu bywam. Owszem dużo pracuję, nawet nie zaglądam na gg. Wolny czas staram się spędzać na zajęciach ( taniec, angielski), no i oczywiście z Marcinem. Jak już mamy wolny weekend to staramy się wyjechać, gdzieś za miasto. Niestety wolnych weekendów jest coraz mniej, a pracujących sobót przybywa…Poza tym, nie ma co ukrywać, czasami nie piszę z lenistwa, mam poczucie, że Wy też nie macie czasu na te moje bzdurne wypociny….
Jednak w tym natłoku pracy, tęskno mi za Wami…moje kochane modliszki….Wszystko się zmienia w życiu, każda z nas to już nie ta sama nastoletnia dziewczynka. Dojrzałyśmy – nie tylko fizycznie, psychicznie, ale również emocjonalnie. Choć czasami czuję się jak mała bezradna dziewczynka…Jedno się nie zmienia, tęsknota. Mieszkamy raptem 22o km od siebie a wszystko wygląda inaczej. Smutno mi czasem, że nie mogę wpaść do którejś z Was na kawę, babskie ploteczki. Wiem, że zawsze przyjełybyście mnie z otwartymi rękoma… W pracy nie ma już czasu ani okazji do przyjaźni…te prawdziwe rodzą się w szkole, na uczelni. Potem już praca, obowiązki, dom. Jest na szczęście jeszcze miłość partnera:)…
Ale, czemu mam do Was tak daleko… Dziś kolega z pracy, wspomniał że jego żona umówiła się z koleżankami…też bym tak chciała… a tu kolejna sobota pracującą…. W tygodniu jesteśmy zapracowani, mamy z Marcinkiem tak mało czasu dla siebie, że jak już jest wolny weekend to chcemy go wykorzystać. A ja chciałabym wpaść do którejś z Was na kawę, w zwykły dzień…hmm…no właśnię, tęskno mi….
Co tam u Was moje drogie modliszki i serdeczne towarzyszki broni z K-c i Mikołowa
W Łodzi trwają Łódzkie Spotkania Baletowe. Jutro idziemy na spektakl grupy z Izraela. W niedzielę Dom Tańca ma spektakl w Teatrze Jaracza…ależ bym sobie chciała zatańczyć z dziewczynami…hmmm…
dobranoc,jutro trzeba wczęśnie wstać do pracy
Odezwijcie się…

No to zacznę od samego początku. Najpierw przeprawa promem, krótki sen na fotelach lotniczych ( na szczęście morze było spokojne i podróż nie skończyła się w toalecie). Po przybyciu do Ystad ruszyliśmy w drogę – kierunek Oslo. Już od samego początku widoki z okna samochodu były urokliwe. Szwecja jest malowniczym, czystym krajem pełnym lasów i jezior. Jednak Norwegia to prawdziwa baśniowa kraina, wąskie drogi przez góry, malownicze widoki na fiordy, długie trasy przez niezamieszkałe pustkowia…W Oslo pogoda nam jeszcze dopisywała, było ciepło i słonecznie. Nasza droga z campingu trwała jakąś godzinkę, aż wreszcie przyjechał autobus i znaleźliśmy się w samym centrum stolicy. Mały porcik, paskudny ratusz ( nie na daremno przewodniki zaznaczają, że jest to największy, ale zarazem najbrzydszy budynek w Oslo), który jest niejako wizytówką państwa. W końcu stąd odbywa się transmisja przy okazji wręczania nagrody Nobla. Niektóre kamieniczki prezentowały się ładnie, jednak samo miasto nie zrobiło na nas wrażenia. Przede wszystkim bardzo wyludnione, spokojne, brakowało w nim życia. W drodze powrotnej rozmawiając z pewnym bardzo pomocnym murzynem w autobusie uzyskaliśmy informację o tym jak się tu żyje, jacy są ludzie…no nie były te wiadomości nazbyt przychylne Norwegom…Przyznam, że mimo całego uroku, zjawiskowych widoków przyrody, nie mogłabym mieszkać w tym kraju. No i tak czekał nas kolejny etap podróży…najpierw wyprawa po górach ( bez moich butów nie dałabym rady) w celu obejrzenia malowniczego fiordu. No a tu nie lada wyzwanie dla każdego turysty – skok na głaz znajdujący się między dwoma skałami, na wysokości 2 tyś metrów… ale za to jakie mamy zdjęcia