Karmel…

Wcale nie o słodkim karmelu będzie tu mowa, chociaż film zaczyna się bajecznie…widzimy jak kobiety przygotowują złocisty pachnący karmel, muzyka w tle oddaje jego zapach…Za chwilę odkrywamy, że owy smakołyk jest używany w salonie piękności do bolesnej depilacji. Tak oto wchodzimy w uroczy świat kobiet, który jest nam tak bliski, prawdziwie odczytany i zrozumiany może być tylko przez misterne oczy drugiej kobiety…Taaak jest w tym filmie dużo z Almodovara, widać, że niewątlipwie jego twórczość wywarła wrażenie na tej młodej libańskiej reżyserce (Nadine Labaki). Hmm…zabawne, wcześniej pisałam, że tylko kobieta w pełni przeniknie w świat filmu, tu nagle wzmianka o Almodovarze, no tak, ale wyjątek potwierdza regułę ;) Zresztą moim zdaniem film jest delikatniejszy, czuć, że główne skrzypce w kreowaniu tego barwnego kobiecego świata gra kobieta…bo któż nas lepiej zrozumię…
Kobiety w tym filmie są niezwykle ciepłe, akceptujemy je ze wszystkimi wadami, ze wzruszeniem podglądamy ich życie, babskie ploteczki w salonie urody. Na twarzy każdej z nich widać pewne cierpienie, rozterki, przecież tak naprawdę wszystko można wyczytać z naszych oczu, kto uważnie im się przygląda ten to odkryje…No właśnie tak przy okazji to brakuje mi tych naszych babskich ploteczek przy kawie, winie, rozmowach o wszystkim i niczym…przypomniało mi się jak spotykałyśmy się u mnie i nie jedna z was robiła test ciążowy, te oczekiwania na wynik…Teraz już większość z was przytula te swoje cudne maleństwa…( chodź ich narodziny nie zwiastował żaden z tych testów :)
Karmel odkrywa przed nami również skrawek kultury libańskiej. Pewne zachowania są dla nas dziwne, dla innych tak oczywiste. To gdzie i kiedy się urodzimy ma oromne wpływ na całe nasze życie. Kobiety w tym swoim na wpół muzułmańskim a na wpół chrześcijańskim świecie w gruncie rzeczy pragną tego samego co każda z nas…To jak się nawzajem wspierają jest piękne. Tak mnie przeraża kiedy nie raz kobiety o tym zapominają. Zamiast tego zadroszczą sobie wszystkiego nawzajem, rywalizują o mężczyzn, mimo, że już dokonały wyboru tego jak się to mówi…jedynego Przecież siła kobiet tkwi właśnie w ich wzajemnej solidarności, kiedy potrafią się nawzajem spierać, słuchać, rozumieć…no i kiedy są kobietami. Myślę tak sobie, że nie powinnyśmy się wstydzić, że jesteśmy słabsze, bardziej wrażliwe, potrzebujemy akceptacji, to przecież takie kobiece…
Hmm…no i ten obraz, kiedy kobieta czeka na tel. który wciąż milczy, w swej naiwności jest taka bezbronna, “grzech” wynika z miłości a nie z chęci zaspokojenia swoich potrzeb (jak to często bywa u mężczyzn…) No, ale czyż nie każda z nas nie raz czekała, wierzyła, nie poddawała się w tej swojej naiwnej miłości, gdy ona już dawna była przegrana….a potem niczym grom z jasnego nieba…
Więcej nie zdradzam, zachęcam do wybrania sie do kin…

~ - autor: bossanova w dniu styczeń 4, 2008.

Dodaj komentarz