weekend pełen wrażeń…
Tak to już zazwyczaj bywa, że jak niczego nie planujesz to nagle spada z nieba mnóstwo ciekawych propozycji. No więc były w weekend warsztaty tańca, moje ciało bardzo boleśnie to odczuwa
Szczególnie ostatnia technika, czyli taniec współczesny…bo wcześniejszych 3 godzinach, to tarzanie się po ziemi nie należało do rzeczy łatwych. Mimo to warto było, poznać coś nowego, zwłaszcza, że z tą techniką nie jest u mnie najlepiej…jest w niej coś pociągającego, jeśli tak to można nazwać, tylko najpierw trzeba przejść przez trudną fazę obdarcia całego ciała, czy też miejsc (czytjak kości) najbardziej wysuniętych. Może właśnie z obawy przed tym unikałam tego. Nie będe narzekać, bo nie ukrywam uwielbiam to zmęczenie fizyczne po tańcu, tylko te obtarte miejsca powodują teraz grymas na mej twarzy mówiąc delikatnie. Ponoć jak się juz kilkanaście razy zedrze z paru miejsc skórę, to potem człowiek jest już nie zdarcia ![]()
No ale to nie koniec opowieści. Niespodziewanie w sobotę zadzwoniła znajoma, że ma dwa bilety na Stare Dobre Małżeństwo, no jak mogłam odmówić
Było cudnie, z początku towarzystwo w Filharmonii nie dało sie ponieść wibracjom. No ale jak zagrali stare dobre kawałki, jak to w SDM bywa wspomnienia wróciły i publika się rozkręciła…:) Zaczeły się wreszcie śpiewy, oklaski…potem ciężko było zespołowi zejść na dobre ze sceny – bisowali 3 razy. Po 2,5 godz. koncert dobiegł końca, ale wspomnienia i kolejne plany zostały…no co może w sierpniu ktoś jeszcze ma się ochotę wybrać na bieszczadskie anioły, zbieramy z Kasią ekipę
Na te wszystkie moje plany mi w końcu urlopu nie wystarczy ![]()
No to wystarczy na dziś, moje obolałe ciało domaga się odpoczynku
Dobranoc

cudnie,zazdroszcze Ci tego koncertu…