Once…

Powarcam do mojego komentowania filmowej rzeczywistości… Dziś będzie o filmie wczoraj obejrzanym…tytuł jak się już zapewne domyślacie Once. Film irlandzki, przepełniony piękną muzyką. Właśnie słucham ściągnięty z internetu kawałek “falling slowly” ( nagrodzony zresztą oscarem). Hmmm…jak zaczełam poszukiwać tego utworu w internecie, znalazłam mnóstow innych autorskich stron, na których ludzie opisywali swoje wrażenia po obejrzeniu tego filmu. Na mnie największe wrażenie robi muzyka, brzmi niesamowicie, to ona opowiada historię filmu, odkrywa prawdę o bohaterach, o ich emocjach, mówi nam co tam naprawdę czują. Film zrobiony za małe pieniądze, ale właśnie takie obrazy, bez zbędnych efektów są najbardziej urokliwe. Prosta historia o 2 artystach, którzy spotykają się na ulicy  ( on zarabia jako grajek uliczny, ona jako sprzedawczyni kwiatów). Już brzmi ładnie…prawda. Piękna historia o zwyczajnych ludziach…czy aby na pewno. Dla mnie są to niezwykli ludzi, obdarzeni talentem, niezwykłą wrażliwością, skrzywdzeni, poszukujący siebie…Polecam gorąco, film warty obejrzenia a muzyka posłuchania…Jak póżniej wyczytałam, główną rolę w filmie zagrał wokalista znanej irlandzkiej grupy  The Frames. Już wiem, że chcę bliżej poznać ich muzyczną twórczość. Dodam, że w tym filmie wszystkie kawałki brzmią nieźle, nie tylko oscarowy przebój…Mam nadzieję, że was zachęciłam, jeśli jeszcze nie jesteście do końca pewni ściągniejcie z netu falling slowly :)

Kolejny raz przekonałam się jak każdy z nas różnie odbiera i interpretuje pewne obrazy, znaki, symbole. Jednych film nastroił bardzo optymistycznie, inni odczuwali odrobinę smutku po wyjściu z kina ( czytaj bossanova), ale na pewno większość widzów była pod wrażeniem magii prostoty…Moje uczucia były mieszane, uroniłam nawet łzy podczas seansu ( chociaż nikt, nawet Marcin nie dojrzał). Przerobiłam sobie tę rzeczywistość filmową optymistycznie, pewnie dla tego, że tak łatwiej. Niech zatem film da wszystkim nadzieję, że prawdziwa miłość nie umiera, potrafi przetrwać najsilniejsze burze…chociaż czasem ktoś nam to musi uświadomić…

Dziś wieczorem był jescze spektakl Klimakterium, dla odmiany dawka kobiecego humoru na niedzielny wieczór. Spektakl w porządku, nie porwał mnie specjalnie, ale sprawił, że nieźle się uśmiałam w wielu momentach a to oznacza, że można było zainwestować w taką rozrywkę ( bilety 80 zł). Zabaczymy jakie będą moje wrażenia po musicalu “Upiór w operze”…10 maja w teatrze Roma…już wkrótce podziele się opinią.

Dziś stronę zdominował film once, ale wcale mnie to nie dziwi…

~ - autor: bossanova w dniu Kwiecień 27, 2008.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

 
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.