powrót po długim zimowym śnie…

•kwiecień 16, 2008 • 5 komentarzy

Zdecydowanie przespałam zimę na blogu…ale wiosna to najpiękniejsza pora roku, wszystko dookoła budzi się do życia, więc pewnie czas i na mnie :)

Kasiu, Agnieszko nie mogłam zlekceważyć Waszych głosów, zatem jestem ;)

Zastanawiam się czy jeszcze pamiętam jak to się robi…myślałam czasami czy nie zamknąć tej strony, ale pomyślałm sobie, że jeszcze nie czas…Sama zresztą powróciłam do wcześniejszych wpisów przypominając sobie dawne dzieje. Chciałam sprawdzić jak bardzo ja się zmieniłam i świat wokół mnie…

Wiosna po długim wyczekiwaniu nadeszła wreszcie i w moim serduszko…biję teraz troszkę mocniej, wyczekuje bardziej i tęskni…Nigdy nie chcemy słuchać mądrości życiowych a one naprawdę są prawdziwe. Na wszystko przychodzi w życiu czas, trzeba tylko uzbroić się w cieprliwość i zaufać…Wierzę, że tym razem nadszedł i mój czas. Marcina znam krótko, spotykamy się od niedawna a mam wrażenie jakbyśmy znali się całe życie…To co w nim lubię najbardziej to ciepło, które od niego bije, nie umiem tego dokładnie opisać…poczucie bezpieczeństwa i świadomość, że jest ktoś do kogo zawsze można zadzwonić, przytulić się, wygadać…

No i tak od niedawna mój świat rozkwita…

Myśle tak sobie jak dawno nie widziałam się z Wami, ale wcale nie mam poczucia, że nitka przyjaźni którą dawno temu zawiązałyśmy słabnie. No i to są takie małe-wielkie “rzeczy”, które dają człowiekowi siłe do życia. Nie wiem nawet kiedy się zobaczymy, nie umiem powiedzieć, ale wiem, że będzie to cudowne spotkanie, że będziemy miały sobie dużo do opowiedzenia…ciekawe jak maluchy już wyrosły…a może za jakiś czas przyjedziecie do Łodzi jak za starych dobrych czasów…

Agnieszka może i za jakiś czas od Was popłyną wieści o powiększeniu rodziny ;)

Jak tam nasze plany na wakacje…zmieści się w nich jeszcze jedna drobna osoba…hehe Michałowi przydałby się kompan, w przeciwnym razie oszaleje z samymi babami ;)

Na dziś wystarczy, poszło wyjątkowo gładko, słowa same ułożyły się w zdania…

weekend pełen wrażeń…

•styczeń 20, 2008 • 1 komentarz

Tak to już zazwyczaj bywa, że jak niczego nie planujesz to nagle spada z nieba mnóstwo ciekawych propozycji. No więc były w weekend warsztaty tańca, moje ciało bardzo boleśnie to odczuwa ;) Szczególnie ostatnia technika, czyli taniec współczesny…bo wcześniejszych 3 godzinach, to tarzanie się po ziemi nie należało do rzeczy łatwych. Mimo to warto było, poznać coś nowego, zwłaszcza, że z tą techniką nie jest u mnie najlepiej…jest w niej coś pociągającego, jeśli tak to można nazwać, tylko najpierw trzeba przejść przez trudną fazę obdarcia całego ciała, czy też miejsc (czytjak kości) najbardziej wysuniętych. Może właśnie z obawy przed tym unikałam tego. Nie będe narzekać, bo nie ukrywam uwielbiam to zmęczenie fizyczne po tańcu, tylko te obtarte miejsca powodują teraz grymas na mej twarzy mówiąc delikatnie. Ponoć jak się juz kilkanaście razy zedrze z paru miejsc skórę, to potem człowiek jest już nie zdarcia ;)
No ale to nie koniec opowieści. Niespodziewanie w sobotę zadzwoniła znajoma, że ma dwa bilety na Stare Dobre Małżeństwo, no jak mogłam odmówić :) Było cudnie, z początku towarzystwo w Filharmonii nie dało sie ponieść wibracjom. No ale jak zagrali stare dobre kawałki, jak to w SDM bywa wspomnienia wróciły i publika się rozkręciła…:) Zaczeły się wreszcie śpiewy, oklaski…potem ciężko było zespołowi zejść na dobre ze sceny – bisowali 3 razy. Po 2,5 godz. koncert dobiegł końca, ale wspomnienia i kolejne plany zostały…no co może w sierpniu ktoś jeszcze ma się ochotę wybrać na bieszczadskie anioły, zbieramy z Kasią ekipę :) Na te wszystkie moje plany mi w końcu urlopu nie wystarczy :)
No to wystarczy na dziś, moje obolałe ciało domaga się odpoczynku :) Dobranoc

Karmel…

•styczeń 4, 2008 • Dodaj komentarz

Wcale nie o słodkim karmelu będzie tu mowa, chociaż film zaczyna się bajecznie…widzimy jak kobiety przygotowują złocisty pachnący karmel, muzyka w tle oddaje jego zapach…Za chwilę odkrywamy, że owy smakołyk jest używany w salonie piękności do bolesnej depilacji. Tak oto wchodzimy w uroczy świat kobiet, który jest nam tak bliski, prawdziwie odczytany i zrozumiany może być tylko przez misterne oczy drugiej kobiety…Taaak jest w tym filmie dużo z Almodovara, widać, że niewątlipwie jego twórczość wywarła wrażenie na tej młodej libańskiej reżyserce (Nadine Labaki). Hmm…zabawne, wcześniej pisałam, że tylko kobieta w pełni przeniknie w świat filmu, tu nagle wzmianka o Almodovarze, no tak, ale wyjątek potwierdza regułę ;) Zresztą moim zdaniem film jest delikatniejszy, czuć, że główne skrzypce w kreowaniu tego barwnego kobiecego świata gra kobieta…bo któż nas lepiej zrozumię…
Kobiety w tym filmie są niezwykle ciepłe, akceptujemy je ze wszystkimi wadami, ze wzruszeniem podglądamy ich życie, babskie ploteczki w salonie urody. Na twarzy każdej z nich widać pewne cierpienie, rozterki, przecież tak naprawdę wszystko można wyczytać z naszych oczu, kto uważnie im się przygląda ten to odkryje…No właśnie tak przy okazji to brakuje mi tych naszych babskich ploteczek przy kawie, winie, rozmowach o wszystkim i niczym…przypomniało mi się jak spotykałyśmy się u mnie i nie jedna z was robiła test ciążowy, te oczekiwania na wynik…Teraz już większość z was przytula te swoje cudne maleństwa…( chodź ich narodziny nie zwiastował żaden z tych testów :)
Karmel odkrywa przed nami również skrawek kultury libańskiej. Pewne zachowania są dla nas dziwne, dla innych tak oczywiste. To gdzie i kiedy się urodzimy ma oromne wpływ na całe nasze życie. Kobiety w tym swoim na wpół muzułmańskim a na wpół chrześcijańskim świecie w gruncie rzeczy pragną tego samego co każda z nas…To jak się nawzajem wspierają jest piękne. Tak mnie przeraża kiedy nie raz kobiety o tym zapominają. Zamiast tego zadroszczą sobie wszystkiego nawzajem, rywalizują o mężczyzn, mimo, że już dokonały wyboru tego jak się to mówi…jedynego Przecież siła kobiet tkwi właśnie w ich wzajemnej solidarności, kiedy potrafią się nawzajem spierać, słuchać, rozumieć…no i kiedy są kobietami. Myślę tak sobie, że nie powinnyśmy się wstydzić, że jesteśmy słabsze, bardziej wrażliwe, potrzebujemy akceptacji, to przecież takie kobiece…
Hmm…no i ten obraz, kiedy kobieta czeka na tel. który wciąż milczy, w swej naiwności jest taka bezbronna, “grzech” wynika z miłości a nie z chęci zaspokojenia swoich potrzeb (jak to często bywa u mężczyzn…) No, ale czyż nie każda z nas nie raz czekała, wierzyła, nie poddawała się w tej swojej naiwnej miłości, gdy ona już dawna była przegrana….a potem niczym grom z jasnego nieba…
Więcej nie zdradzam, zachęcam do wybrania sie do kin…

urodziny…

•grudzień 31, 2007 • Dodaj komentarz

Hmm…właśnie niedawno skończyłam kolejny rok. Zastanawiam się dlaczego 31 grudnia żegnamy stary rok… Przecież tak naprawdę dzień naszych urodzin to przełomowa data, właśnie w tym dniu powinniśmy żegnać stary rok i witać nowy dla nas rok. Właśnie skończyłam 26 lat i zaczynam nowy etap, nowy rok w moim życiu…Sylwester, Nowy Rok to tylko symbol…Dla mnie nowy rok nastaje w dniu dzisiejszym, jestem starsza, na moich plecach dźwigam bagaż nowych doświadczeń. Nie zabrakło w tym dniu życzeń od moich kochanych przyjaciół, goście rozeszli się już do domu…zostałam tylko ja, moje cztery ściany, jakże ciepłe i samotne…Czas na podsumowanie minionego roku. Kiedyś myślałam, że jestem poszkodowana, przez moje narodziny w dniu 30 grudnia, dziś myślę, że to właśnie ja jestem najbliżej tego by żegnać i witać nowy rok….zabawne co, a jednak jest w tym jakiś sens…
Wiem alkohol wypity na urodzinach robi już swoje, ale może właśnie dlatego dziś mam chęć wygadania się…W tle urodzinowy prezent płyta Makowieckiego, Reniu przecudna….taaak wszystkie moje płyty są nostalgiczne, ale to nie znaczy, że smutne. W tej odnajduję wiele pozytywnych kawałków, choć najpiękniejszy na ten czas dla mnie jest nr 1 Ostanie wspólne zdjęcie….O ironio, ja taka na pozór tryskająca energią kocham te smutne piosenki, najbliższe memu sercu. Pragnę się dzileić z wami kochani tym co najpiękniejsze, moim uśmiechem, radością, pozytywną energią, bo tego każdy z nas potrzebuję. Mam w sobie mnóstwo siły by dzielić się nią z wami…ale…no właśnie. Czasami mam wrażenie, że muszę mówić za innych….jestem klaunem dającym ludziom trochę radości…może powinnam tak jak u Bergamana zamilknąć…W taki dzień jak dziś tak bardzo mi go brakuję…miałam czas by jak zwykle posmarować się po kąpieli moimi specyfikami…tzn..że wódki za mało, albo brak rodziny…Zastanawiam się dlaczego ja pamiętam o dniu twoich urodzin…Moja data nie jest trudna do zapamiętania…a jednak. Chciałam byś był w tym dniu ze mną, marzę a tym od moich ubiegłych urodzin. Ty i tak tego nie odczytasz, więc nie mam żadnych oporów. Nawet jeśli byłbyś moim przyjacielem, nie zachowywałbyś się w ten sposób…To wszystko nie ma sensu, wiem to od dawna. Mimo to tkwie w tym , czekam na cud, który nigdy nie nastąpi…przez łzy nie widzę już nic na ekranie. Ciebie to nie wzrusza, nic ci do mojego życia. Wiem…jak w piosence Makowieckiego, która właśnie wybrzmiewa na okrągło: “..chyba czas już wstać, zamkąć drzwi, zniknąć we mgle. Ty nie starasz się zatrzymać mnie. No tak, taka właśnie była ta cała nasza przyjaźń. Przez chwilę popatrz jeszcze wstecz, przez chwilę choć zawahaj się…”
Chyba najwyższa pora zacząć Nowy Rok bez Ciebie, ja już tak dłużej nie mogę….
Przecież Rok 2008 ma być rokiem Koziorożca, ponoć czekałam na ten czas 12 lat!!! Wszystko ma się teraz udać, szkoda, że ja nie proszę wcale o tak dużo…a możę o zbyt wiele…Rok 2008 ma być rokiem podróży,prawda dziewczyn. Mamy przed sobą w końcu tyle wojaży, Ola, Aga przed nami Lion, Berlin, Irlandia, kto wie co jeszcze…Mam nadzieję, że sił mi na to wszystko wystarczy…

Wszystkim wam życzę z całego serca najpiękniejszego Nowego Roku, niech wam się sczęści…niech wasze serca się radują, niech miłość, wiara i nadzieja gości w waszych sercach…niech uśmiech nie znika z waszych serc…

” Ja cóż nie rozumiem nic, patrzysz niby wprost jednak obok gdzieś…” cd już znacie….

P.S
Wszyscy widzą w moim mieszkanku tyle ciepła, szkoda, że dla mnie ono nadal jest takie zimne….

krok po kroczku..idą święta…

•grudzień 21, 2007 • Dodaj komentarz

Hmm…no właśnie jesteśmy coraz bliżej świąt. Poza tym dziś ostatni dzień w pracy….przede mną dwa tygodnie urlopu. Czyż to nie jest wspaniałe :) Aczkolwiek na leniuchowanie niestety nie będzie czasu. Jednak teraz nie pora o tym myśleć, przez święta nie zamierzam robić nic…No dobrze prawie nic… W niedziele będe już u rodzinki w Bytomiu, więc pewnie czekać mnie będą jeszcze ostatnie zakupy z mamcią, porządki no i ubieranie choinki. No cóż może i dobrze, wreszcie poczuje te święta…:) Na moich barkach będzie także spoczywać przygotowanie kolacji wigilijnej, rodzice będą w pracy więc ja nie będe mieć wyboru. No i na co mi ten urlop ;) No dobra wiem, przygotowywanie w taki dzień potraw dla najbliższych to sama przyjemność, poza tym nad wszystkim będzie czuwać mistrz kuchni, czyli moja ukochana babcia :) Co do prezentów to już prawie za mną. Jeszcze tylko jutro czeka mnie dzień zakupów…nie mam swetra dla mamy…a to musi być wyjątkowy ciuszek :)
U mnie w domu choinki brak, porządkami się nie przejmuje, jak wróce ze Śląska to o tym pomyślę, w końcu zaprosiłam gości na moje urodziny, będzie okazja, żeby posprzątać no upichcić coś dobrego….sylwester spędze w domku, wcale mi nie jest żal z tego powodu. Nie mam chcęci się nigdzie ruszać…w końcu to dzień jak co dzień? Prawda? A może się mylę :) Nie szkodzi, niech każdy ten dzień spędzi tak jak ma ochotę, ja zamierzam obejrzeć parę filmów…

Korzystając z okazji, jeśli ktoś tu jeszcze zajrzy przed świętami to życzę Wszystkim Spokojnych, Rodzinnych, Magicznych Świąt…

P.S
Już się mogę doczekać aż Was kochani wszystkich zobaczę w czasie tego mojego świątecznego pobytu w rodzinnych stronach…Hmmm…w końcu jesteście dla mnie jak rodzina :)

miałam być dziś w stolycy…

•grudzień 8, 2007 • Dodaj komentarz

No tak miałam być dziś w Warszawie, mieliśmy dziś grupą zwiedzać WFDIF. No, ale sprawy się trochę skomplikowały, bo akurat dziś mieli wolny termin montażyści drzwi. Jako, że od wakacji drzwi łazienkowe stały ciągle nie na swoim miejscu, bo w małym pokoju…:) to stwierdziłam, że najwyższa pora je założyć. Uwierzcie o fachowca dziś trudno…więc zamiast zwiedzać laboratorium zostałam w domku. Mogę śmiało powiedzieć, że mój remont się wreszcie zakończył, bo te nieszczęsne drzwi spędzały mi sen z powiek. No w i pokoiku można się już zamknąć na klucz ;)

Nie ukrywam szkoda mi tego wyjazdu, na pewno dużo ciekawych rzeczy można było zobaczyć w wytwórni, ale z drugiej strony strasznie mi się nie chciało jechać. Tym bardziej, że wczoraj trochę pobalowałyśmy z dziewczynami z tańca. Po zajęciach wybrałyśmy się do knajpy (przechowalnia), na babskie ploteczki przy wódeczce. Powrót do domu taksówką, mogłam sobie pozwolić na ten luksus, bo okazało się, że jedna z dziewczyn mieszka niedaleko ode mnie…

Dziś za to miałam duuużo sprzątania po tej wymianie drzwi…., ale już jest czyściutko i naprawdę miło…no to kto wpada na małą czarną, albo lepiej na jakiegoś dobrego drinka :) ???

ja, lampka wina i nowa muzyka…

•listopad 30, 2007 • Dodaj komentarz

Dziś obejrzałam trzy filmy, na więcej już sił nie miałam…ale nie o filmach dziś będzie.

Siedzę i słucham moich nowych płyt, nie mogę spać, mimo późnej pory, aczkolwiek do 4 nad ranem jeszcze dużo czasu. Camerimage sprawił, że mój zegar się rozregulował zupełnie…wczoraj wróciłam o 2 w nocy, wytrzymałam do ostatniego filmu. Dzień wcześniej noc spędziłam w hotelu Centurm na imprezie, organizowanej tam jak co roku każdego dnia dla uczestników festiwalu. Nie powiem bawiłam się bardzo fajnie, wybrałam się bez samochodu (co w moim przypadku zdarza się rzadko), wracałam nie nocnym, ale rannym autobusem o 5.24. Hmmm….no i nie mogłam się nadziwić widokiem tłumu ludzi jadących do pracy, aż trudno mi w to uwierzyć. Nie wyobrażam sobie codziennych pobudek o godz. 4.00….Co do wypadów na impreze, to ja się chyba naprawde starzeje, to jedno wyjście mi w zupełności wystarczy na cały festiwal.

Tak sobie pomyślałam, że skoro Dagmara wraca do Lionu w sobotę rano, to spędzimy jeszcze ten późny czwartkowy wieczór razem, kupiłam winko…Troszkę porozmawiałyśmy, Dagmara jednak wciąż czekała na dostęp do komputera, żeby porozmawiać ze swoim Carnegiem….no więc cóż mi zostało, jak nie wieczór z moją ukochaną muzyką, no i z lampką wina. Sprawiłam sobie już świąteczny podarunek, kupiłam trzy cudowne płyty. Pierwsza z nich to niezwykle optymistyczna Ewa Bem i jej nowy album Kakadu…to teraz mój nr 1 do samochodu. Jednak na takie nostalgiczne wieczory jak ten dzisiejszy…(Dagmara już poszła spać) wolę coś spokojniejszego. Już przesłuchałam sieste vol 3 Kydryńskiego, teraz docierają do mnie wzruszające i niezwykle życiowe teksty w wykonaniu Andrzeja Sikorowskiego i Grzegorza Turnau czyli “Pasjans na dwóch”. Hmmm…niezwykła muzyka. Siesta jak zwykle nie mogła mni zawieść, no a pasjans (wersja koncertowa) coś niezwykłego….Wino się kończy, świeczka dogasa a mnie się nadal nie chce spać….myśli biegną nieustannie, słowa same się piszą, tylko wina brak. Jakoś tak mi smutno, tęskno…zimno

dzień drugi

•listopad 25, 2007 • Dodaj komentarz

Festiwal zaczął sie dziś bardzo dobrze. Film Rezerwat Łukasza Palkowskiego był niezłą dawką humoru. Pokazał polską rzeczywistość zubożałych polskich dzielnic pełnych meneli. Zdjęcia do filmu robione były na Pradze, ale w każdym mieście można znaleźć taką dzielnicę (Bałuty w Łodzi, na Śląsku niestety mój rodzinny Bytom coraz bardziej przypomina zapomniane miasto.., nie wspominając już okolice po prawej stronie Łagiewnik – Chropaczów). Jednak w brzydocie ukryte jest piękno…paradoksalnie coś w tym jest, to właśnie dlatego tak lubię Łódź. Mam wrażenie, że ideał nas odstrasza, boimy się tego słowa, bo w końcu każdy z nas może odnaleźć w sobie coś z pijanej kamienicy…Młody fotograf zamieszkuje na Pradze w zamian ma zrobić dla właściciela kamienicy zdjęcia ilustrujące fatlany stan posesji. Tak zaczyna się historia opowiadająca o ludziach z kamienicy, bo przecież one żyją dzięki człowiekowi. Nie brakuje słownictwa wyjętego z menelskiego słownika, wódki popijanej w szklance i marzeń o innym świecie. Czy aby ten na pozór cudny nowobogacki świat jest lepszy…Tak łatwo kogoś ocenić po wyglądzie. Nie ważne kim się jest, co się robi, ważne żeby odnaleźć na świecie swoje miejsce i nie pozbyć się szacunku do drugiego człowieka.  Potem był film The new man, opowiadający przerażającą historię. Streszczę ją w 2 zdaniach by nakreślić problem, a przy tym zbytnio nie dołować. Otóż w Szwecji w latach 1934-1976 funkcjonowało prawo wymuszające sterylizację osób, które nie powinny mieć dzieci (czyli przede wszystkim kobiet z ubogich rodzin). Film pokazuje konsekwencje tego prawa, ile złego uczyniło ono ludziom. Historia dramatyczna, ale niestety będąca autentyczną lekcją historii. Człowiek kolejny raz chcąc zmienić się w Boga, sieje spustoszenie….

Kolejny film bardzo mnie zawiódł. Zaczęło się szumnie, na scenie pojawił się sam reżyser Jerzy Stuhr, operator Bartosz Prokopowicz oraz Maciej Stuhr, który co prawda jak sam powiedział, zagrał tylko krótki epizod w filmie. Korowód to film, którego ja osobiście nie polecam. Nie wysiedziałam na nim nawet do końca, byłam tymi pustymi, infantylnymi i nic nie wnoszącymi dialogami tak zmęczona, że musiałam podjąć tą decyzje (zresztą nie ja jedna). Film miał pokazać istniejący konflikt i przepaść dwóch pokoleń Polaków: młodych ludzi i rodziców ciągle żyjących lustracjąi minionym okresem PRL. Niestety dla mnie okazał się żałosnym paszkwilem…Aczkolwiek moja znajoma była filmem wręcz zachwycona, co pokazuje jak różne są gusta…No a wybór należy oczywiście do was.

Potem była psychodeliczna historia opowiadająca o życiu Boba Dylana. Film I`m not there, nie należał do łatwych, aczkolwiek zdjęcia momentami robiły duże wrażenie.

Nie wiedziałam, że można być tak zmęczonym samym oglądaniem filmów…a jednak. Zwłaszcza, że nie wszystko zawsze przypada nam do gustu.  Mimo to im człowiek więcej ogląda, tym bardziej wyrabia sobie opinie o świecie a także o własnych preferencjach :)

W między czasie  była próba kontaktu z ludźmi, chęc wypowiedzenia się poprzez sms…niestey na żaden nie przyszła odpowiedź…cóż czasami zastanawiam się na co mi tel? Przecież i tak zawsze jest milczący, no chyba, że ktoś ma do mnie jakiś interes….smutne kiedy człowiek nie może się dzielić….

camerimage czas rozpocząć :)

•listopad 25, 2007 • Dodaj komentarz

Dzisiejszy dzień festiwalowy ropoczęłam od przepięknie zrobionego filmu ” Motyl i skafander”. Niestety na wcześniejszy film Hania, studentów nie wpuszczano :(

Wieczorny seans zrewanżował mi wszystko. Film wyreżyserowany przez Juliana Schnabela i pięknie sfotografowany przez Janusza Kamińskiego powstał na podstawie książki pod tym samym tytułem. Na festiwalu w Cannes przyniósł nagrodę zarówno reżyserowi jak i operatorowi. Co prawda Kamiński z powodu swojej nieobecności w Cannes odebrał nagrodę przed projekcją filmu, co z pewnością wzmocniło wydźwięk filmu, ale również podkreśliło wagę festiwalu Camerimage. Świat przedstawiony w filmie widzimy oczami głównego bohatera, sparaliżowanego po wylewie Jeana-Dominiquea Bauby, redaktora francuskiego Elle, który podyktował książkę mrugając powieką i posłgując się specjalnym alfabetem. Jest to niezwykle wzruszająca opowieść doprowadzająca na przemian do śmiechu i płaczu. Jedyne co pozostało Jeanowi to oczy i słuch…no i najważniejsze pamieć i marzenia, tego człowiekowi nie da się zabrać. Bauby opisuje zdawkowo swoje życie przed wylewem, ale przede wszystkim dzieli się swoim obecnym stanem, czuje się jak nurek uwięziony w skafandrze, z którego nie może się wydostać. Film pomimo płynących po policzkach łzach, pokazuje jak mało doceniamy życie…użalamy sie nad sobą, a wystarczy szeroko otworzyć oczy….Film przepiękny, smutny, momentami nawet zabawny, aż niewiarygodne, że nawet w takich momentach, można się jeszcze potrafić śmiać z siebie…Po wyjściu z kina, długo zostaje w pamięci… Mimo, że ja potrzebuje czasu by dojść do siebie po takich scenach, film warty obejrzenia. W kinach pojawi się na początku przyszłego roku…trzeba jeszcze troche poczekać.

No a teraz przede mną cały tydzień festiwalu….ależ się ciesze, oby więcej tak dobrych filmów :)

Dzień wcześniej byłyśmy z Dagmarą na nowym spektaklu Domu Tańca. No cóż po raz pierwszy znalazłam się po drugiej stronie lustra :) , jako widz….Zupełnie inaczej odbiera się całość, wrażenie bardzo dobre, dziewczyny są naprawdę niesamowite…Momentami to miałam ochotę wyskoczyć na scenę i zatańczyć z dziewczynami, ale kiedy ma się świadomość ile to kosztowało je wysiłku, pracy, czasu i poświęcenia,to nie żałuje podjętej decyzji. W końcu nie można od siebie tyle wymagać, nie wszystko za wszelką cenę…

dzień za dniem…

•listopad 12, 2007 • Dodaj komentarz

Tak to sobie mija dzień za dniem, nawet się nie obejrzymy a już będą kolejne święta… Póki co obok za ścianą Dagmara przygrywa na klawiszach pilota niczym na pianinie :) No a ja z muzyką na uszach zapuszczam się w gąszcza bloga. Poniedziałek to niewątpliwie najdłuższy i najcięższy dzień tygodnia, podczas gdy cały weekend tak szybko mija. W sobotę postanowiłyśmy z moją tymczasową współlokatorką wybrać się na balety. Zastanawiam się za czym ludzie stoją w tych długich kolejkach przed wejściem do np. nowo otwartego klubu muzycznego. W sumie same dałyśmy się w to wciągnąć, czekając aż jakaś dziewczyna (zwana selekcjonerką) patrząca na nas przez szklane drzwi nowego trendy lokalu zwanego czekolada, zadecyduje czy możemy wejść i kiedy…Myśle sobie, że to nie jest do końca normalne. W końcu dostałyśmy się do środka, wystrój standardowy jak w każdym klubie muzycznym, muzyka momentami znośna, innym razem nie do wytrzymania. Zniechęcone długim spacerem (po innych klubach, gdzie sytuacja była jeszcze gorsza), zdecydowałyśmy się na odrobinę szaleństwa w czekoladzie. Myśle, że gdyby nie to, że taniec to nasz żywioł…wyszłabym z lokalu dużo wcześniej. Dookoła ludzie pokazujący wszystkim jaką grubą mają zawartość portfela, dziewczyny odkrywające tyle ciała, by dorównać “gwiazdą” prezentującym swe wdzięki na każdym kanale muzycznym. Jedny słowem XXI wiek!!!

Dziś zacisze własnego kąta…miejsce najlepsze pod słońcem, do tego ulubiona muzyczka  :)

Chwila odpoczynku i relaksu przed kolejnym dniem przepełnionym obowiązkami…