flamenco a może tango…

Jak widać na moją systematyczność nie ma co liczyć. Mimo to raz na jakiś czas można coś z tej strony wyczytać. Zaległości jest co nie miara. Mały skrót…Na łódkach było bardzo fajnie, tylko czemu tak zimno…brrr. Marcin bardzo ładnie się mną opiekował, gorzej było z porankami. Wstawanie nie jest moją mocną stroną, ale przy Marcinie ja jestem rannym ptaszkiem…Nawet trochę posterowałam, dacie wiarę 🙂 Nikt nie wyznał się, że nie jestem lekarką, ale i tak po wyjeździe przyszedł czas wyjawienia prawdy. Ekipa z łajby była świetna. Przekonałam się kolejny raz, że nie ważne gdzie, na czym hehe, ważne z kim 🙂

Potem byliśmy z Marcinkiem w Warszawie, była galeria zachęta i świetna wystawa „dokumentalistki”, potem moje ulubione pierogi no i wreszcie musical Upiór w operze. Niestety zawiodłam się, jak dla mnie przereklamowany. Owszem scenografia robiła wrażenie, dziewczyna grająca Christine ma bardzo ładny głos, ale….spektakl bardziej przypomina operę niż musical. Zdecydowanie zbyt statyczny, za mało ruchu, tańca, brak dobrych choreografii…jak dla mnie przesyt formy nad treścią…

Za to czwartkowy koncert Billy Evansa w wytwórni łódzkiej był rewelacyjny !!! Brakowało mi tak świetnego jazzu na żywo, oby jak najwięcej takich koncertów 🙂

No, ale miałam dziś pisać o flamenco… Byłam w kinie na musicalu Saury Iberia. Cudny, bardzo się wzruszyłam…tylko muzyka i taniec, taniec, taniec…no i jaki. Flamenco, muzyka na żywo, piękna scenografia ( prosta, bez zbędnych efektów specjalnych, najważniejszą rolę odgrywało światło). Film Iberia pświęcony jest wybitnemu hiszpańskiemu kompozytorowi. Saura prowadzi nas przez jego kompozycje. Jedyna informacja dla widza to nazwa utowru, reszta to cudowna muzyka i taniec ( głównie flamenco, ale również klasyka, balet, elementy tańca współczesnego). Obserwujemy próby tancerzy i muzyków, ich poświęcenie, pasję, miłość do tańca. Wszystko pięknie zaaranżowane. Prawdziwa gratka dla miłośników tańca. Jak tu nie być zakochanym w tańcu. Jednak, żeby tak zatańczyć flamenco trzeba urodzić się w Hiszpanii… Znowu pojawiła się moja ogromna tęsknota do tańca, do tego stanu upojenia, który daje mi ruch…

Pod wpływem chwili kupiłam płytę…jednak nie z muzyką flamenco, bo takiej nie znalazłam. Zakup ścieżki dźwiękowej z filmu „lekcja tanga” okazał się strzałem w dziesiątkę. Muzyka jest niesamowita a kawałek libertango Astora Piazzoli to prawdziwy rarytas…

No to już wiem jakie filmy będę chciała obejrzeć wkrótce: oczywiście Lekcja Tanga, ale również kolejne musicale Saury ( Flamecno i Carmen).

Dzień się jednak nie zakończył na muzyce, na sam koniec spotkanie z Woodym Allenem, czyli „Sen Kasandry”.  No muszę pwiedzieć, że reżyser mnie kolejny raz zakoczył. Najpierw było wszystkim do śmiechu a potem rozegrała się prawdziwa tragedia.  Są pewne granice, których przekroczyć nie można….Zakończenie zaskakujące…Colin Farrell i McGregor naprawdę niezła obsada, choć mój typ to zdecydowanie Farrell…Warte obejrzenia…

Reklamy

~ - autor: bossanova w dniu Maj 24, 2008.

Jedna odpowiedź to “flamenco a może tango…”

  1. Ojj Bedzinko nie liczy sie systematycznoćś tylko jakość.Dziekuje za esensje wiadomosci z Twojego świata.Tęsknimy bardzooo,jak Ci sie rozkłada okres urlopowy,moze nas wcisniesz kajsik na chwile??
    P.S. Dotarły foty?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: