Once…

•Kwiecień 27, 2008 • Dodaj komentarz

Powarcam do mojego komentowania filmowej rzeczywistości… Dziś będzie o filmie wczoraj obejrzanym…tytuł jak się już zapewne domyślacie Once. Film irlandzki, przepełniony piękną muzyką. Właśnie słucham ściągnięty z internetu kawałek „falling slowly” ( nagrodzony zresztą oscarem). Hmmm…jak zaczełam poszukiwać tego utworu w internecie, znalazłam mnóstow innych autorskich stron, na których ludzie opisywali swoje wrażenia po obejrzeniu tego filmu. Na mnie największe wrażenie robi muzyka, brzmi niesamowicie, to ona opowiada historię filmu, odkrywa prawdę o bohaterach, o ich emocjach, mówi nam co tam naprawdę czują. Film zrobiony za małe pieniądze, ale właśnie takie obrazy, bez zbędnych efektów są najbardziej urokliwe. Prosta historia o 2 artystach, którzy spotykają się na ulicy  ( on zarabia jako grajek uliczny, ona jako sprzedawczyni kwiatów). Już brzmi ładnie…prawda. Piękna historia o zwyczajnych ludziach…czy aby na pewno. Dla mnie są to niezwykli ludzi, obdarzeni talentem, niezwykłą wrażliwością, skrzywdzeni, poszukujący siebie…Polecam gorąco, film warty obejrzenia a muzyka posłuchania…Jak póżniej wyczytałam, główną rolę w filmie zagrał wokalista znanej irlandzkiej grupy  The Frames. Już wiem, że chcę bliżej poznać ich muzyczną twórczość. Dodam, że w tym filmie wszystkie kawałki brzmią nieźle, nie tylko oscarowy przebój…Mam nadzieję, że was zachęciłam, jeśli jeszcze nie jesteście do końca pewni ściągniejcie z netu falling slowly 🙂

Kolejny raz przekonałam się jak każdy z nas różnie odbiera i interpretuje pewne obrazy, znaki, symbole. Jednych film nastroił bardzo optymistycznie, inni odczuwali odrobinę smutku po wyjściu z kina ( czytaj bossanova), ale na pewno większość widzów była pod wrażeniem magii prostoty…Moje uczucia były mieszane, uroniłam nawet łzy podczas seansu ( chociaż nikt, nawet Marcin nie dojrzał). Przerobiłam sobie tę rzeczywistość filmową optymistycznie, pewnie dla tego, że tak łatwiej. Niech zatem film da wszystkim nadzieję, że prawdziwa miłość nie umiera, potrafi przetrwać najsilniejsze burze…chociaż czasem ktoś nam to musi uświadomić…

Dziś wieczorem był jescze spektakl Klimakterium, dla odmiany dawka kobiecego humoru na niedzielny wieczór. Spektakl w porządku, nie porwał mnie specjalnie, ale sprawił, że nieźle się uśmiałam w wielu momentach a to oznacza, że można było zainwestować w taką rozrywkę ( bilety 80 zł). Zabaczymy jakie będą moje wrażenia po musicalu „Upiór w operze”…10 maja w teatrze Roma…już wkrótce podziele się opinią.

Dziś stronę zdominował film once, ale wcale mnie to nie dziwi…

Mazury…

•Kwiecień 21, 2008 • 1 komentarz

No więc tak, mój wyjazd na Mazury będzie prywatny i służbwy. Najpierw prywatnie ( choć nie do końca) jedziemy na regaty. Marcin jedzie jako lekarz a ja mam udawać lekarkę. Zaraz mi się przypomina „będąc młodą lekarką”… Wyjazd organizują studenci akademii medycznej, no i będe tam prawie jak pasażer na gapę 😉

Marcin ciągle nalega, żebym wzięła gitarę, nie chcę mi uwierzyć, że ja już nie pamiętam jak się gra na tym instrumencie. Jeszcze tego brakowało, nie doświadczona żeglarka, na wpół legalnie na Mazurach, brzdękoląca na gitarze…heh ale byłoby zabawnie. Z drugiej strony jak zacznę śpiewać, to jest duże prawdopodobieństwo ( zgodnie z powiedzeniem ty już lepiej tańcz, ale nie śpiewaj), że współlokatorzy wyniosą się na inną żaglówkę 😉 Może jest to jakiś pomysł…hehe

Po powrocie z weekendu majowego, którego zresztą nie możemy się już doczekać…znowu jadę na Mazury, tym razem służbowo na cykliczne szkolenie. Jeszcze trochę i wreszcie wymarzony odpoczynek, żeby tylko pogoda była ładna, bo inaczej cóż zostanie…wino, muzyka, wino, śpiewy i jeszcze raz wino 🙂

Wielkie dzięki za liczne komentarze i zainteresowanie. Widzę, że moja długa cisza przyniosła jakiś efekt 🙂 Może muszę częsciej stosować taki zabieg, chyba, że obiecacie cześciej komentować moje wpisy. Dzięki temu strona ta staję się żywa, interaktywna ( to takie modne dzisiaj słowa). Dzisiejszy temat na przykład podsunęła mi Agnieszka 🙂

no i gdzie ta wiosna…

•Kwiecień 19, 2008 • Dodaj komentarz

Miało być już w kwietniu lato a tu tymczasem dżdżysta londyńska pogoda…zimno, deszczowo i szaro. Musieliśmy nasz wyjazd do jury krakowsko-częstochowskiej przełożyć na cieplejsze dni…Mieliśmy z Marcinem porobić ładne zdjęcia, powdychać trochę wiosennego powietrza. Na, ale jak to mówią co się odwlecze to nie uciecze. Za to pospaliśmy do południa a potem wybraliśmy się do sklepu ze sprzętem muzycznym. Doradca okazał się prawdziwym audiofilem, pasjonatą sprzętu muzycznego. W pokoju odsłuchu byliśmy zafascynowani jakością czystych dźwieków…muzyka z K-Pax zabrzmiała magicznie. Jak się okazało sprzęt, na którym wybrzmiewała muzyka wart jest kilkadziesiąt tysięcy…Nigdzie w łódzkich klubach nie mają takiego sprzętu. Jakość przeszła nasze oczekiwania. Zaczynam myśleć, że moja muzyka słuchana na kiepskim sprzęcie w domu nie brzmi ani w 1/10 tak jak powinna. Słuchając muzykę na takim sprzęcie jak cambidge audio można ją rzeczywiście przeżywać (jak usłyszeliśmy od wspomnianego wcześniej sprzedawcy). Po przesłuchaniu zrozumiałam o co mu chodzi. Hmm…Marcin zakochał się w tym sprzęcie…Na tak drogi sprzęt mało kto sobie może pozwolić, ale pan w salonie przekonał nas jak ważne są dobre kolumny. Warto wydać więcej i przeżywać 🙂

Hmm…a w tle w domku słychać muzyczkę, która wybrzmiewa tak płasko, bez efektów…

Zmykam, pora przygotować się na wyjście ( dziś idziemy na urodziny do koleżanki z tańca)

Tymczasem (jak mawia Kydryński – też Marcin, ach te Marciny 🙂  miłej soboty i niedzieli…

powrót po długim zimowym śnie…

•Kwiecień 16, 2008 • 5 komentarzy

Zdecydowanie przespałam zimę na blogu…ale wiosna to najpiękniejsza pora roku, wszystko dookoła budzi się do życia, więc pewnie czas i na mnie 🙂

Kasiu, Agnieszko nie mogłam zlekceważyć Waszych głosów, zatem jestem 😉

Zastanawiam się czy jeszcze pamiętam jak to się robi…myślałam czasami czy nie zamknąć tej strony, ale pomyślałm sobie, że jeszcze nie czas…Sama zresztą powróciłam do wcześniejszych wpisów przypominając sobie dawne dzieje. Chciałam sprawdzić jak bardzo ja się zmieniłam i świat wokół mnie…

Wiosna po długim wyczekiwaniu nadeszła wreszcie i w moim serduszko…biję teraz troszkę mocniej, wyczekuje bardziej i tęskni…Nigdy nie chcemy słuchać mądrości życiowych a one naprawdę są prawdziwe. Na wszystko przychodzi w życiu czas, trzeba tylko uzbroić się w cieprliwość i zaufać…Wierzę, że tym razem nadszedł i mój czas. Marcina znam krótko, spotykamy się od niedawna a mam wrażenie jakbyśmy znali się całe życie…To co w nim lubię najbardziej to ciepło, które od niego bije, nie umiem tego dokładnie opisać…poczucie bezpieczeństwa i świadomość, że jest ktoś do kogo zawsze można zadzwonić, przytulić się, wygadać…

No i tak od niedawna mój świat rozkwita…

Myśle tak sobie jak dawno nie widziałam się z Wami, ale wcale nie mam poczucia, że nitka przyjaźni którą dawno temu zawiązałyśmy słabnie. No i to są takie małe-wielkie „rzeczy”, które dają człowiekowi siłe do życia. Nie wiem nawet kiedy się zobaczymy, nie umiem powiedzieć, ale wiem, że będzie to cudowne spotkanie, że będziemy miały sobie dużo do opowiedzenia…ciekawe jak maluchy już wyrosły…a może za jakiś czas przyjedziecie do Łodzi jak za starych dobrych czasów…

Agnieszka może i za jakiś czas od Was popłyną wieści o powiększeniu rodziny 😉

Jak tam nasze plany na wakacje…zmieści się w nich jeszcze jedna drobna osoba…hehe Michałowi przydałby się kompan, w przeciwnym razie oszaleje z samymi babami 😉

Na dziś wystarczy, poszło wyjątkowo gładko, słowa same ułożyły się w zdania…

weekend pełen wrażeń…

•Styczeń 20, 2008 • 1 komentarz

Tak to już zazwyczaj bywa, że jak niczego nie planujesz to nagle spada z nieba mnóstwo ciekawych propozycji. No więc były w weekend warsztaty tańca, moje ciało bardzo boleśnie to odczuwa 😉 Szczególnie ostatnia technika, czyli taniec współczesny…bo wcześniejszych 3 godzinach, to tarzanie się po ziemi nie należało do rzeczy łatwych. Mimo to warto było, poznać coś nowego, zwłaszcza, że z tą techniką nie jest u mnie najlepiej…jest w niej coś pociągającego, jeśli tak to można nazwać, tylko najpierw trzeba przejść przez trudną fazę obdarcia całego ciała, czy też miejsc (czytjak kości) najbardziej wysuniętych. Może właśnie z obawy przed tym unikałam tego. Nie będe narzekać, bo nie ukrywam uwielbiam to zmęczenie fizyczne po tańcu, tylko te obtarte miejsca powodują teraz grymas na mej twarzy mówiąc delikatnie. Ponoć jak się juz kilkanaście razy zedrze z paru miejsc skórę, to potem człowiek jest już nie zdarcia 😉
No ale to nie koniec opowieści. Niespodziewanie w sobotę zadzwoniła znajoma, że ma dwa bilety na Stare Dobre Małżeństwo, no jak mogłam odmówić 🙂 Było cudnie, z początku towarzystwo w Filharmonii nie dało sie ponieść wibracjom. No ale jak zagrali stare dobre kawałki, jak to w SDM bywa wspomnienia wróciły i publika się rozkręciła…:) Zaczeły się wreszcie śpiewy, oklaski…potem ciężko było zespołowi zejść na dobre ze sceny – bisowali 3 razy. Po 2,5 godz. koncert dobiegł końca, ale wspomnienia i kolejne plany zostały…no co może w sierpniu ktoś jeszcze ma się ochotę wybrać na bieszczadskie anioły, zbieramy z Kasią ekipę 🙂 Na te wszystkie moje plany mi w końcu urlopu nie wystarczy 🙂
No to wystarczy na dziś, moje obolałe ciało domaga się odpoczynku 🙂 Dobranoc

Karmel…

•Styczeń 4, 2008 • Dodaj komentarz

Wcale nie o słodkim karmelu będzie tu mowa, chociaż film zaczyna się bajecznie…widzimy jak kobiety przygotowują złocisty pachnący karmel, muzyka w tle oddaje jego zapach…Za chwilę odkrywamy, że owy smakołyk jest używany w salonie piękności do bolesnej depilacji. Tak oto wchodzimy w uroczy świat kobiet, który jest nam tak bliski, prawdziwie odczytany i zrozumiany może być tylko przez misterne oczy drugiej kobiety…Taaak jest w tym filmie dużo z Almodovara, widać, że niewątlipwie jego twórczość wywarła wrażenie na tej młodej libańskiej reżyserce (Nadine Labaki). Hmm…zabawne, wcześniej pisałam, że tylko kobieta w pełni przeniknie w świat filmu, tu nagle wzmianka o Almodovarze, no tak, ale wyjątek potwierdza regułę 😉 Zresztą moim zdaniem film jest delikatniejszy, czuć, że główne skrzypce w kreowaniu tego barwnego kobiecego świata gra kobieta…bo któż nas lepiej zrozumię…
Kobiety w tym filmie są niezwykle ciepłe, akceptujemy je ze wszystkimi wadami, ze wzruszeniem podglądamy ich życie, babskie ploteczki w salonie urody. Na twarzy każdej z nich widać pewne cierpienie, rozterki, przecież tak naprawdę wszystko można wyczytać z naszych oczu, kto uważnie im się przygląda ten to odkryje…No właśnie tak przy okazji to brakuje mi tych naszych babskich ploteczek przy kawie, winie, rozmowach o wszystkim i niczym…przypomniało mi się jak spotykałyśmy się u mnie i nie jedna z was robiła test ciążowy, te oczekiwania na wynik…Teraz już większość z was przytula te swoje cudne maleństwa…( chodź ich narodziny nie zwiastował żaden z tych testów 🙂
Karmel odkrywa przed nami również skrawek kultury libańskiej. Pewne zachowania są dla nas dziwne, dla innych tak oczywiste. To gdzie i kiedy się urodzimy ma oromne wpływ na całe nasze życie. Kobiety w tym swoim na wpół muzułmańskim a na wpół chrześcijańskim świecie w gruncie rzeczy pragną tego samego co każda z nas…To jak się nawzajem wspierają jest piękne. Tak mnie przeraża kiedy nie raz kobiety o tym zapominają. Zamiast tego zadroszczą sobie wszystkiego nawzajem, rywalizują o mężczyzn, mimo, że już dokonały wyboru tego jak się to mówi…jedynego Przecież siła kobiet tkwi właśnie w ich wzajemnej solidarności, kiedy potrafią się nawzajem spierać, słuchać, rozumieć…no i kiedy są kobietami. Myślę tak sobie, że nie powinnyśmy się wstydzić, że jesteśmy słabsze, bardziej wrażliwe, potrzebujemy akceptacji, to przecież takie kobiece…
Hmm…no i ten obraz, kiedy kobieta czeka na tel. który wciąż milczy, w swej naiwności jest taka bezbronna, „grzech” wynika z miłości a nie z chęci zaspokojenia swoich potrzeb (jak to często bywa u mężczyzn…) No, ale czyż nie każda z nas nie raz czekała, wierzyła, nie poddawała się w tej swojej naiwnej miłości, gdy ona już dawna była przegrana….a potem niczym grom z jasnego nieba…
Więcej nie zdradzam, zachęcam do wybrania sie do kin…

urodziny…

•Grudzień 31, 2007 • Dodaj komentarz

Hmm…właśnie niedawno skończyłam kolejny rok. Zastanawiam się dlaczego 31 grudnia żegnamy stary rok… Przecież tak naprawdę dzień naszych urodzin to przełomowa data, właśnie w tym dniu powinniśmy żegnać stary rok i witać nowy dla nas rok. Właśnie skończyłam 26 lat i zaczynam nowy etap, nowy rok w moim życiu…Sylwester, Nowy Rok to tylko symbol…Dla mnie nowy rok nastaje w dniu dzisiejszym, jestem starsza, na moich plecach dźwigam bagaż nowych doświadczeń. Nie zabrakło w tym dniu życzeń od moich kochanych przyjaciół, goście rozeszli się już do domu…zostałam tylko ja, moje cztery ściany, jakże ciepłe i samotne…Czas na podsumowanie minionego roku. Kiedyś myślałam, że jestem poszkodowana, przez moje narodziny w dniu 30 grudnia, dziś myślę, że to właśnie ja jestem najbliżej tego by żegnać i witać nowy rok….zabawne co, a jednak jest w tym jakiś sens…
Wiem alkohol wypity na urodzinach robi już swoje, ale może właśnie dlatego dziś mam chęć wygadania się…W tle urodzinowy prezent płyta Makowieckiego, Reniu przecudna….taaak wszystkie moje płyty są nostalgiczne, ale to nie znaczy, że smutne. W tej odnajduję wiele pozytywnych kawałków, choć najpiękniejszy na ten czas dla mnie jest nr 1 Ostanie wspólne zdjęcie….O ironio, ja taka na pozór tryskająca energią kocham te smutne piosenki, najbliższe memu sercu. Pragnę się dzileić z wami kochani tym co najpiękniejsze, moim uśmiechem, radością, pozytywną energią, bo tego każdy z nas potrzebuję. Mam w sobie mnóstwo siły by dzielić się nią z wami…ale…no właśnie. Czasami mam wrażenie, że muszę mówić za innych….jestem klaunem dającym ludziom trochę radości…może powinnam tak jak u Bergamana zamilknąć…W taki dzień jak dziś tak bardzo mi go brakuję…miałam czas by jak zwykle posmarować się po kąpieli moimi specyfikami…tzn..że wódki za mało, albo brak rodziny…Zastanawiam się dlaczego ja pamiętam o dniu twoich urodzin…Moja data nie jest trudna do zapamiętania…a jednak. Chciałam byś był w tym dniu ze mną, marzę a tym od moich ubiegłych urodzin. Ty i tak tego nie odczytasz, więc nie mam żadnych oporów. Nawet jeśli byłbyś moim przyjacielem, nie zachowywałbyś się w ten sposób…To wszystko nie ma sensu, wiem to od dawna. Mimo to tkwie w tym , czekam na cud, który nigdy nie nastąpi…przez łzy nie widzę już nic na ekranie. Ciebie to nie wzrusza, nic ci do mojego życia. Wiem…jak w piosence Makowieckiego, która właśnie wybrzmiewa na okrągło: „..chyba czas już wstać, zamkąć drzwi, zniknąć we mgle. Ty nie starasz się zatrzymać mnie. No tak, taka właśnie była ta cała nasza przyjaźń. Przez chwilę popatrz jeszcze wstecz, przez chwilę choć zawahaj się…”
Chyba najwyższa pora zacząć Nowy Rok bez Ciebie, ja już tak dłużej nie mogę….
Przecież Rok 2008 ma być rokiem Koziorożca, ponoć czekałam na ten czas 12 lat!!! Wszystko ma się teraz udać, szkoda, że ja nie proszę wcale o tak dużo…a możę o zbyt wiele…Rok 2008 ma być rokiem podróży,prawda dziewczyn. Mamy przed sobą w końcu tyle wojaży, Ola, Aga przed nami Lion, Berlin, Irlandia, kto wie co jeszcze…Mam nadzieję, że sił mi na to wszystko wystarczy…

Wszystkim wam życzę z całego serca najpiękniejszego Nowego Roku, niech wam się sczęści…niech wasze serca się radują, niech miłość, wiara i nadzieja gości w waszych sercach…niech uśmiech nie znika z waszych serc…

” Ja cóż nie rozumiem nic, patrzysz niby wprost jednak obok gdzieś…” cd już znacie….

P.S
Wszyscy widzą w moim mieszkanku tyle ciepła, szkoda, że dla mnie ono nadal jest takie zimne….